Nie brak światła, lecz wilgotność powietrza – a dokładniej jej wahania – mogą silniej wpływać na nasilenie objawów depresyjnych. Do takich wniosków doszedł zespół Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. O wynikach badań specjaliści mówili podczas konferencji zorganizowanej z okazji Dnia Walki z Depresją.
400 osób przebadanych w Białymstoku
Zespół badawczy, w ramach programu Białystok Plus, objął analizą 400 osób. Uczestnikom pobierano krew, mocz i ślinę, oceniano parametry immunologiczne, a także proszono ich o regularne określanie swojego samopoczucia w specjalnych skalach. Dane te zestawiano z warunkami atmosferycznymi – od wilgotności, przez ciśnienie, po prędkość wiatru.
Wnioski okazały się zaskakujące. Choć powszechnie uważa się, że spadek nastroju jesienią i zimą wynika głównie z niedoboru światła, badania wskazują na inny mechanizm.
Wiele czynników pogodowych wpływa na nasze samopoczucie, ale w naszych badaniach okazało się, że to szczególnie wilgotność powietrza decyduje o nasileniu stanów depresyjnych – mówił prof. Napoleon Waszkiewicz. – W związku z tym to, co dzieje się w pogodzie, bezpośrednio wpływa na to, co dzieje się z naszym układem immunologicznym. A to z kolei determinuje głębokość stanów depresyjnych. Im większy stan zapalny się pojawia w organizmie, tym większe nasilenie depresji.
Badacze zwracają uwagę, że nie tylko sama wysoka wilgotność, ale przede wszystkim jej dynamiczne zmiany mogą pogarszać stan pacjentów. Jak przyznają lekarze, tegoroczna mroźna i śnieżna zima była dla wielu chorych korzystniejsza niż tzw. chlapy – okresy deszczowe bez stabilnych mrozów.
Immunologia a psychiatria
Specjaliści podkreślają, że zależność między pogodą a kondycją psychiczną może przebiegać przez układ odpornościowy.
To, co dzieje się z naszą psychiką, określa również nasz stan immunologiczny – dodaje prof. Waszkiewicz. – Są różne rodzaje odporności. W zależności od tego, które się uruchamiają, mamy albo stany maniakalne i psychotyczne, albo pojawiają się stany depresyjne w związku ze zmniejszeniem aktywności okolic czołowych i podkorowych. Niedawno przeprowadziliśmy badanie wśród pacjentów ze schizofrenią i wnioski się potwierdziły.
Zespół kliniki kontynuuje obecnie poszukiwania czynników, które mogą wywoływać reakcje zapalne – wśród nich wymieniane są wirusy, bakterie czy toksyny środowiskowe.
Są różne wirusy, np. norowirusy, które przenikają filtry wodne i powodują nawracające delikatne stany zapalne w organizmie – tłumaczy prof. Waszkiewicz. – Przeciętny „Kowalski” nawet tego nie odczuje. Ale niekiedy układ immunologiczny za mocno reaguje na tego typu stany i się uaktywnia. To jest podobnie jak w chorobach alergicznych. Jest mały czynnik, który nie działa na większość populacji. Natomiast u osób, które mają układ immunologiczny gotowy do takiej nadaktywności, uaktywnia się, podobnie jak w przypadku alergii.
Sezonowość potwierdzona
Analizy potwierdzają wyraźny rytm sezonowy. Największe nasilenie objawów depresyjnych obserwowane jest jesienią, zimą i wczesną wiosną. Z kolei epizody maniakalne i psychotyczne częściej pojawiają się późną wiosną oraz wczesnym latem.
Według prognoz do 2030 roku depresja może stać się najczęściej występującą chorobą na świecie. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia mówią nawet o 350 mln osób dotkniętych tym zaburzeniem.
U dzieci mechanizm jest inny
Podczas konferencji zwrócono uwagę, że w psychiatrii dzieci i młodzieży sezonowość ma odmienne podłoże.
W grupie, którą zajmujemy się w oddziale – wśród adolescentów i dzieci – czynnikiem, który głównie wpływa na sezonowość zmian, jest rytm szkoły oraz rytm interakcji w domach, rodzinach i szkołach, a także doświadczenie różnych form przemocy i zaniedbania – mówił dr Piotr Rutkowski, kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. – Grupa, którą się zajmujemy, jest przede wszystkim narażona nie na zmiany immunologiczne wywołane przez czynniki atmosferyczne, ale na zmiany immunologiczne spowodowane doświadczeniami przemocy, agresji czy zaniedbania. Myślę, że to główny czynnik determinujący dynamikę problemów pacjentów, którymi się zajmujemy.
Jak wskazują lekarze, w czasie wakacji i ferii liczba hospitalizacji młodych pacjentów spada, jednak nie oznacza to braku problemów.
Ale to nie znaczy, że tych problemów nie ma. Być może jest więcej bodźców, które powodują, że możliwości kompensacji i radzenia sobie zostają wyczerpane, a młodzi ludzie trafiają do naszego oddziału w kryzysie – często samobójczym lub innym – przyznaje lek. Rutkowski. – Apeluję do rodziców, by słuchali swoich dzieci. Przede wszystkim słuchali tego, co młodzi ludzie mówią, słuchali ich skarg i nie oceniali. To bardzo proste rzeczy.
(Piotr Walczak)
