Rozmowa z Tadeuszem Ożarowskim, prezesem białostockiej spółki Alex, weteranem i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej branży autogazu, to podróż przez rynek pełen paradoksów. Z jednej strony mamy do czynienia z dojrzałą technologią, ogromną bazą użytkowników i realnymi korzyściami ekologicznymi. Z drugiej – z narastającą presją regulacyjną i niepewnością, która każe zadać pytanie: co dalej?
Spotykamy się w momencie, gdy rynek autogazu w Polsce wydaje się złapać oddech. Po latach dynamicznych wzrostów i późniejszych wahań, nastał czas względnej stabilizacji. Jednak jest to stabilizacja pozorna. To, co dziś daje nadzieję, to przede wszystkim świadomość kierowców. Mamy w Polsce miliony użytkowników, którzy zaufali LPG, potrafią liczyć i cenią sobie oszczędności. Niepokoi natomiast rosnąca przepaść między tą oddolną akceptacją a podejściem decydentów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że polityka przestała dostrzegać realne, tu i teraz dostępne narzędzia do walki o czystsze powietrze.
Gaz to paliwo pomostowe, o którym zapomniano
Przez lata LPG było przedstawiane jako paliwo pomostowe w drodze do pełnej elektromobilności. Technologia dojrzała, tania i zdolna natychmiastowo obniżyć emisję szkodliwych pyłów i tlenków azotu. Dziś jednak ten argument zdaje się tracić na sile. Politycy, zapatrzeni w horyzont pełnej elektryfikacji, zdają się nie dostrzegać solidnego pomostu, który mają pod nogami. LPG jest rozwiązaniem dostępnym od ręki, nie wymaga gigantycznych inwestycji w infrastrukturę i przynosi natychmiastowy efekt ekologiczny. Niestety, w oficjalnych strategiach jego rola jest marginalizowana.
Presja, która dusi Inicjatywę
To właśnie narastająca presja regulacyjna jest dziś największym zmartwieniem branży. Nie chodzi o pojedyncze przepisy, ale o ogólny trend, który zdaniem przedsiębiorców komplikuje prowadzenie biznesu, zamiast go wspierać. Jednym z najnowszych, kontrowersyjnych przykładów jest tzw. ustawa sankcyjna. Nakłada ona na eksporterów obowiązek potwierdzania odprawy celnej towarów w krajach trzecich, co w praktyce jest często niewykonalne.
To jest przepis, który budzi ogromne emocje i sprzeciw – tłumaczy Tadeusz Ożarowski – Polski przedsiębiorca, który legalnie sprzedaje swój produkt i wysyła go poza granice Unii Europejskiej, nie ma możliwości, by realnie wpłynąć na to, co się z tym towarem dzieje tysiące kilometrów dalej, już pod jurysdykcją innego państwa. Nie mamy narzędzi, by kontrolować dalsze losy ładunku. To jest fikcja.
Skutki mogą być katastrofalne. Ustawa przewiduje kary finansowe, sięgające milionów złotych. Dla legalnie działających firm, które przez lata budowały swoją pozycję, może to oznaczać koniec działalności, jeśli nie znajdą na siebie pomysłów w nowej, branżowej rzeczywistości.
Dialog czy gaszenie pożarów?
W obliczu takich wyzwań kluczowa staje się komunikacja z administracją państwową. Ale przedsiębiorcy reagują na projekty ustaw, które już leżą na stole, zamiast brać udział w strategicznym planowaniu i tworzeniu prawa od podstaw. Nasz rozmówca przyznaje, że tu brakuje partnerskiej współpracy, w której doświadczenie przedsiębiorców byłoby traktowane jako cenny wkład, a nie jako głos sprzeciwu.
Jaka przyszłość czeka branżę autogaz?
Mimo tych wyzwań Ożarowski patrzy w przyszłość z ostrożnym optymizmem. Gdzie widzi autogaz za 5-10 lat? Na pewno nie na marginesie.
Być może jego rola będzie inna, ale nie zniknie. To wciąż będzie ważny element rynku paliw. Pamiętajmy, że park samochodowy w Polsce starzeje się wolno, a miliony aut wciąż będą potrzebowały taniego i bardziej ekologicznego paliwa – prognozuje.
Dodaje, że on jako producent instalacji w perspektywie transformacji energetycznej nie myśli o zamykaniu biznesu. Inwestuje w nowe rozwiązania, dostosowując je do coraz nowocześniejszych silników.
(EB)
