Zbliżająca się Wielkanoc to czas rodzinnych spotkań i wspólnego świętowania. Zapytaliśmy mieszkańców Białegostoku, czy w tym wyjątkowym okresie zaprosiliby do swojego stołu kogoś ze świata polityki. Odpowiedzi dają do myślenia i stanowią gorzki barometr nastrojów społecznych – zdecydowana większość woli zostawić politykom puste miejsce.
Na ulicach miasta, na pytanie o idealnego gościa z pierwszych stron gazet, najczęściej padała krótka i stanowcza odpowiedź: „nikogo”. Wielu Białostoczan nie ukrywało swojego dystansu, a nawet zniechęcenia do klasy politycznej.
Zaprosić polityka? A po co? Niech się biorą do roboty, a nie po obiadach chodzą – stwierdził dosadnie jeden z zapytanych mężczyzn w średnim wieku.
Jego opinia nie była odosobniona. Wielu przechodniów podkreślało, że od polityków oczekują skutecznej pracy i realnych działań, a nie towarzyskich gestów.
Wyjątki potwierdzające regułę
Choć niechęć dominowała, niektórzy mieszkańcy podjęli wyzwanie i wskazali konkretne nazwiska. Wśród nielicznych odpowiedzi pojawiły się postacie z zupełnie przeciwległych biegunów sceny politycznej, co pokazuje, jak zróżnicowane sympatie mają Białostoczanie.
W jednej z rozmów padło nazwisko lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Pojawiła się również propozycja zaproszenia obecnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Z kolei pewna pani okazała się fanką Trzaskowskiego.
Gorzki obraz relacji z polityką
Wyniki naszej sondy, choć nieformalnej, malują jasny obraz: dystans między obywatelami a politykami jest ogromny. Mieszkańcy Białegostoku wydają się zmęczeni politycznymi sporami i oczekują konkretnych rezultatów, a nie pustych gestów.
Wygląda na to, że w te święta politycy, zamiast na zaproszenie na żurek i mazurek, mogą liczyć co najwyżej na życzenia owocnej pracy dla Polski.
(EB)
