Nieopodal Białegostoku powstała inwestycja, która dla jednych brzmi jak internetowy żart, dla innych jest symbolem znacznie poważniejszego problemu. W gminie Juchnowiec Kościelny, a konkretnie w pobliżu boiska we wsi Ignatki-Osiedle, zrealizowano projekt określony w mediach społecznościowych jako „siłownia dla bobrów”. Sprawa trafiła właśnie do ogólnopolskiej „Czarnej Księgi” wydatków publicznych (edycja 2026) – publikacji zbierającej przykłady, które zdaniem autorów pokazują nietrafione lub absurdalne decyzje finansowane z publicznych pieniędzy, czyli w praktyce – z kieszeni podatników.
W opracowaniu przypadek spod Białegostoku wskazano jako jeden z przykładów inwestycji budzących poważne wątpliwości co do sensu ich realizacji. Autorzy raportu podkreślają, że takie projekty nie są jedynie lokalnymi ciekawostkami, ale elementem szerszego zjawiska – braku rzetelnej oceny potrzeb i realnych efektów wydatkowania publicznych pieniędzy. W tym kontekście „siłownia dla bobrów” przestaje być anegdotą, a staje się symbolem decyzji podejmowanych bez wystarczającej analizy.
O co chodzi?
W marcu 2025 roku na lokalnym fanpage’u „Mieszkańcy Kleosina” pojawiły się zdjęcia urządzeń do ćwiczeń ustawionych w miejscu, które można określić co najmniej jako zaskakujące – pośród drzew, gałęzi i błota. Trudno było uwierzyć, że to realna inwestycja.
Oto cudna siłownia pod chmurką – nieopodal boiska, Ignatki-Osiedle. Świetne miejsce do rekreacji na świeżym powietrzu, można poćwiczyć razem z bobrami, ewentualnie poprosić te urocze zwierzaki o ścięcie jakiegoś drzewa – wszak one pozwolenia nie potrzebują, a kładka jak nic by się przydała. Apelujemy, by stosować się do załączonego regulaminu: nie jeździć na rowerze, by nie utknąć, nie grać w piłkę inną niż błotną, nie wyprowadzać psów, bo ugrzęzną, nie spożywać alkoholu – można potem zbłądzić w kniei, nie wspinać się na urządzenia. Zalecane gumiaczki. I tak właśnie publiczne pieniądze lecą w błoto – tym razem dosłownie. Ale… przynajmniej bobry zadowolone – brzmi ironiczny wpis.
Pod postem natychmiast rozpętała się burza. Wkrótce zaczęły pojawiać się również zdjęcia tych samych urządzeń ustawionych już w zupełnie innym miejscu – na suchym, uporządkowanym terenie. Do sprawy odniósł się także wójt.
Polecam zobaczyć, jak to wygląda w rzeczywistości. Nie widać bobrów, zarośli ani mokradeł, ale urządzenia się zgadzają. Tak można wprowadzać w błąd – napisał Krzysztof Marcinowicz.
Wypowiedź ta w praktyce potwierdziła, że urządzenia zostały przeniesione – choć nie padło to wprost. To zresztą uczyniono w oficjalnych pismach, o czym niżej.
Warto podkreślić, że określenie „siłownia dla bobrów” powstało właśnie w mediach społecznościowych. Jedno ze zdjęć – z bobrami – było oczywistym fotomontażem. Pozostałe fotografie przedstawiały jednak rzeczywisty stan inwestycji.

Chodziło o zestaw urządzeń rekreacyjnych ustawionych w sąsiedztwie boiska oraz tablicę z regulaminem, który – jak zauważyli administratorzy strony na Facebooku – bardziej przypominał listę ostrzeżeń niż zachętę do aktywności. Zakazy obejmowały m.in. jazdę na rowerze (bo można utknąć), wyprowadzanie psów (bo mogą ugrzęznąć) czy nawet grę w piłkę. W komentarzach szybko pojawiła się ironia – sugerowano, że najlepiej przyjść w gumofilcach, a alkoholu unikać, bo łatwo zbłądzić w kniei.
To właśnie „Mieszkańcy Kleosina” jako pierwsi nagłośnili sprawę. Po publikacji zdjęć – bez manipulacji, poza humorystycznym dodatkiem w postaci bobrów – temat błyskawicznie przyciągnął uwagę internautów. Jak wspomniano powyżej, urząd nie zaprzeczał faktom, jednak w krótkim czasie pojawiły się zdjęcia „nowej” lokalizacji – już na suchym terenie, z nawiezionym żwirem i piaskiem.
O pieniądze lepiej nie dopytywać…
Sprawy nie odpuścił jeden z mieszkańców gminy – Tadeusz Ożarowski, który dopytywał w pismach do gminy o szczegóły, w tym pełne koszty inwestycji i jej przeniesienia.
Z oficjalnej odpowiedzi urzędu (pismo z 25 sierpnia 2025 r.) wynika, że urządzenia przeniesiono pod koniec lutego 2025 roku. Utrzymanie oraz porządkowanie terenu realizowano „środkami własnymi” w ramach bieżącego utrzymania zieleni – bez odrębnej ewidencji kosztów. W odpowiedzi wskazano kwotę dostawy i montażu urządzeń rekreacyjnych – 61 500 zł, podano wykonawcę oraz okres gwarancji. Nic za to o późniejszych wydatkach na demontaż, transport i nowe fundamenty.
Klasyczne lawirowanie: „urządzenia się zgadzają”, „przeniesiono na lepszy teren”, ale ile to kosztowało podatników? – czytamy w „Czarnej Księdze”.
Ożarowski na początku września poprosił o doprecyzowanie, ile kosztowała ponowna instalacja.
W odpowiedzi z 9 września 2025 r. – podpisanej przez wójta Marcinowicza – powtarzano jedynie ogólną formułę o finansowaniu „ze środków własnych w ramach bieżącego utrzymania terenów zielonych”.
„Mieszkańcy Kleosina” komentują, że to sprytne unikanie konkretów. Z tym że „środki własne” to w praktyce publiczne pieniądze – a skoro tak, trudno zrozumieć, dlaczego nikt nie chce jasno powiedzieć, ile ta operacja kosztowała od początku do końca.
Próbowaliśmy porozmawiać z wójtem. W sekretariacie urzędu gminy usłyszeliśmy, że nie ma go do wtorku. Przebywa na urlopie.
Na prośbę o podanie jego numeru służbowego, który nie jest tajemnicą, usłyszeliśmy:
Ależ proszę nie niepokoić pana wójta i uszanować jego spokój.
Dla dziennikarzy nie ma rzeczy niemożliwych, bo ostatecznie numer do wójta zdobyliśmy bez udziału jego urzędników. Trzeba jednak przyznać, że Marcinowicz faktycznie ceni sobie spokój. Nie odebrał telefonu.
Wobec tego o komentarz poprosiliśmy jego zastępczynię Elżbietę Filipowicz. Od razu stwierdziła, że nie ma o czym mówić. I że „sprawa została sztucznie rozdmuchana”. Ale przyznała, że w pierwotnym miejscu posadowienia siłowni bobry były.
Wiosna tamtego roku była mokra, powstało zastoisko. Podjęliśmy więc decyzję o przesunięciu infrastruktury – wyjaśniła.
Na pytanie skąd pomysł umieszczenia urządzeń do ćwiczeń właśnie tam, usłyszeliśmy jedynie, że są one częścią większej inwestycji realizowanej na działce i nie ma możliwości rezygnacji z tego elementu.
Uważam, że tu nie ma czego komentować, a ktoś, kto zrobił szum, nie zbadał wystarczająco sprawy – podsumowała.
„To nie jest historia o bobrach”
Dla mieszkańców regionu sprawa ma znacznie bardziej przyziemny wymiar. Problem – jak podkreślają – nie sprowadza się do samej inwestycji, lecz do sposobu zarządzania publicznymi pieniędzmi.
To nie jest historia o bobrach, tylko o tym, jak wydaje się pieniądze mieszkańców – mówi Tadeusz Ożarowski. – Jeżeli coś trafia do ogólnopolskiego raportu jako przykład absurdu, to znaczy, że przekroczona została pewna granica. Ludzie potrzebują konkretnych inwestycji – dróg, bezpieczeństwa, infrastruktury – a dostają projekty, które trudno racjonalnie obronić.
Jak dodaje, takie sytuacje prowadzą do utraty zaufania wobec instytucji i poczucia braku kontroli nad wydatkami.
Internet reaguje natychmiast
Sprawa szybko odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych, gdzie wywołała lawinę komentarzy.
Komentarze są bezlitosne. Ludzie nie pytali już „czy to prawda”, tylko „jak to było możliwe” – opowiada administrator fanpage’a „Mieszkańcy Kleosina”. – W takich sytuacjach widać jedno: mieszkańcy mają poczucie, że ich pieniądze są wydawane bez kontroli i bez sensu. I to budzi największe emocje, nie sama inwestycja. Pojawia się bezsilność i pytanie o odpowiedzialność. Najczęściej powtarza się jeden wniosek – problemem nie są inwestycje jako takie, tylko ich jakość i sensowność.
Jak zaznacza nasz rozmówca, podobne sprawy bardzo szybko zyskują rozgłos, bo trafiają w doświadczenia i oczekiwania mieszkańców wobec samorządu.
Gdy ironia staje się diagnozą
Autorzy „Czarnej Księgi” podkreślają, że takie przypadki nie są odosobnione. Wskazują, że brak analiz kosztów i korzyści, niewłaściwe priorytety oraz niedostateczna transparentność prowadzą do powstawania inwestycji, które zamiast rozwiązywać problemy – same się nimi stają.
Jak pisze autor raportu Przemysław Staciwa, w dobie rosnących deficytów budżetowych i presji inflacyjnej, każde marnotrawstwo publicznych środków nie tylko obciąża kieszenie obywateli, ale także podważa zaufanie do instytucji państwa, hamując długoterminowy wzrost gospodarczy.
Jako piewcy idei wolnorynkowych w Warsaw Enterprise Institute wierzymy, że efektywność wydatków publicznych jest kluczem do budowania silnej, konkurencyjnej gospodarki – tam, gdzie brakuje analiz koszt-korzyść, priorytetyzacji potrzeb i transparentności, tam mnożą się absurdy, które kumulują się w miliardowe straty dla społeczeństwa – dodaje.
W tym ujęciu „siłownia dla bobrów” przestaje być lokalną ciekawostką, a staje się symbolem szerszego problemu systemowego.
Głosowanie trwa
Przypadki opisane w „Czarnej Księdze” nie kończą swojego życia na kartach raportu. Trwa głosowanie, w którym internauci mogą wskazać najbardziej kontrowersyjne wydatki publiczne w Polsce. To właśnie tam „siłownia dla bobrów” z gminy Juchnowiec Kościelny ma szansę stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów nieudanych inwestycji.
I choć dla części odbiorców to wciąż historia z pogranicza absurdu i humoru, dla wielu mieszkańców regionu pozostaje poważnym pytaniem o to, kto i w jaki sposób decyduje o wydawaniu publicznych pieniędzy.
Bo w tym przypadku śmiech szybko ustępuje miejsca irytacji, a rachunek, jak zawsze, trafia do podatników.
„Czarna Księga” wydatków publicznych. Edycja 2026 dostępna jest tutaj: https://wei.org.pl/czarna-ksiega-wydatkow-publicznych-edycja-2026/
(Piotr Walczak, Ewa Bochenko)
Źródło zdjęć: https://www.facebook.com/MieszkancyKleosina

![Siłownia dla bobrów pod Białymstokiem [ZDJĘCIA]. Lokalny absurd w ogólnopolskim raporcie](https://news.programistkawsieci.pl/wp-content/uploads/2026/04/silownia-dla-bobrow-5-—-kopia-1024x649.jpg)







