Nie diamenty, nie gotówka, a dwa słoiki domowych ogórków kiszonych stały się celem zuchwałego włamywacza z Moniek. 39-letni koneser fermentowanych przysmaków zaryzykował dekadę za kratkami dla zaspokojenia nagłego apetytu. Jego misję pogrążył kluczowy błąd – pozostawienie odcisków palców na narzędziu zbrodni, czyli… opróżnionym słoiku.
Wszystko rozegrało się na początku marca na jednej z monieckich ulic. Kierowany nieodpartą pokusą smakosz postanowił sforsować piwniczne wrota. Po bohaterskim starciu ze skoblem jego oczom ukazał się skarbiec – półki uginające się od domowych przetworów.
Sprawca, najwyraźniej wielki smakosz, nie tracił czasu na selekcję. Jego łupem padły dwa słoiki ogórków kiszonych. Degustacja odbyła się na miejscu, a po zaspokojeniu pierwszego głodu, włamywacz uznał, że warto wzbogacić się o trofeum – pompkę do roweru. Być może na wypadek, gdyby po takiej uczcie trzeba było spalić trochę kalorii.
Właściciel piwnicy szybko odkrył spustoszenie i wezwał stróżów prawa. Na miejsce przybyła ekipa dochodzeniowa. Technik kryminalistyki zabezpieczył kluczowy dowód – wyraźne linie papilarne na szklanym słoiku. To był gwóźdź do trumny kulinarnego rabusia.
Ślady szybko doprowadziły do 39-letniego mieszkańca miasta, znanego już lokalnym policjantom. Jak się okazało, mężczyzna wracał do domu pod wpływem alkoholu, gdy nagle poczuł, że „po prostu nie może się oprzeć, aby coś przekąsić”. Posilił się, zostawił puste słoiki, wziął pompkę i wyszedł.
Amator cudzych zapasów jednak szybko został zatrzymany. Usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem. Teraz za swoją chwilę słabości do kiszonek może zapłacić wysoką cenę – nawet 10 lat pozbawienia wolności.
(EB)

