Czasem mówi się, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Jedna z mieszkanek Bielska Podlaskiego najwyraźniej postanowiła sprawdzić to w praktyce – i to bez zaproszenia. Efekt? Wieczorna drzemka w zupełnie nieswoim łóżku i spore zaskoczenie właściciela mieszkania.
Historia brzmi jak scenariusz do komedii, ale wydarzyła się naprawdę i ujrzała światło dzienne dzięki bielskiej policji.
Mężczyzna wrócił do domu i – jak sam przyznał – nie zamknął drzwi, bo spodziewał się powrotu żony. Po chwili usłyszał odgłosy typowe dla domowników: ktoś wszedł, zdjął buty… Wszystko się zgadzało. Do momentu, gdy zajrzał do sypialni.
Tam czekała niespodzianka. W łóżku spała nieznana kobieta, która najwyraźniej poczuła się jak u siebie.
Zdezorientowany właściciel próbował ją obudzić, ale bez większego efektu. „Lokatorce” najwyraźniej było wyjątkowo wygodnie, bo nie reagowała na próby kontaktu. W tej sytuacji mężczyzna zrobił jedyne rozsądne, co przyszło mu do głowy – zadzwonił po policję. Na miejscu pojawiły się dzielnicowe, które podjęły się niełatwego zadania wybudzenia nieproszonego gościa. Kontakt z kobietą – delikatnie mówiąc – nie należał do najłatwiejszych. Powód był dość oczywisty.
Okazało się, że 35-latka była pod wyraźnym wpływem alkoholu i… zwyczajnie pomyliła adres. Niestety nie tylko ulicę, ale i konkretne mieszkanie. Można powiedzieć – pomyłka kompleksowa.
Choć kobieta nie była w stanie podać swoich danych, policjantki szybko ustaliły, kim jest i skąd pochodzi. Ostatecznie zakończenie tej historii okazało się znacznie spokojniejsze niż jej początek.
Zamiast dalszej „integracji” z cudzym mieszkaniem, Bielszczanka została przekazana pod opiekę partnera. Można przypuszczać, że kolejna noc spędzona będzie już pod właściwym adresem.
Cała sytuacja to kolejny dowód na to, że życie potrafi pisać scenariusze, których nie powstydziłaby się żadna komedia. A dla mieszkańców? Prosta wskazówka – czasem jednak warto przekręcić klucz w drzwiach.
(PW / Źródło inf.: KPP w Bielsku Podlaskim)

